Jak będę duża, to będę żabą

Akcja dzieje się w Tatrach. Idę leśną drogą. Ciepło jak na ten miesiąc.

Patrzę na kałużę, której zaczęło się przyglądać sporo przechodniów.

Przecież to tylko trochę zamulonej i brudnej deszczówki, której jeszcze nie wciągnęła ziemia.

Ale w tej kałuży siedzą żaby. Bardzo dużo żab.

Każda zanurzona po pas wyciąga głowę w stronę słońca.

Ogrzewa się światłem.

Można? Można.

Można siedząc w brudach, kałużach i bagnach wyciągać głowę do światła.

Mieć tyle ufności, wiary i nadziei na to, że ono ciebie ogrzeje.

Że nie zajdzie za chmury tylko dlatego, że to ty wystawiłeś głowę.

Właśnie dlatego ono świeci.

Żeby rozgrzać serce i oczy takiej jednej potrzebującej żabki
siedzącej pośród innych tak samo spragnionych światła żab.