Do pełna proszę!

Minął prawie rok odkąd byłam tu po raz ostatni.

W tym czasie w moim życiu była przeplatanka światła i cienia. Z przewagą tego pierwszego.

Wracam, bo minęła zima. Pora, która jest dla mnie ciężka; której nie rozumiem; w której staram się dostrzec promyki, ale często nawet zapominam, że chciałam dostrzegać.

Tej zimy światło przychodziło w innych. Nieśli i nadal to robią, nowi ludzie. Bardzo dużo nowych ludzi i miejsc.

Jestem w miejscu, gdzie myślałam, że słoneczne dni i światło będzie wydarzeniem a nie codziennością. W miejscu, którego nie rozumiałam, w prowadzeniu, przed którym się opierałam – doświadczam dzień po dniu miłosierdzia. Dobroci, miłości, opieki i wdzięczności.

 

Dziękuję Ci, że w Twoim blasku jestem promykiem, którego chcesz.

Dziękuję, że odnawiasz mi serce.

Że światło niosą mi ludzie nieświadomi tego, co przynoszą.

Że choć nie wystarcza mi go na całe życie,

wystarcza na każdy kolejny krok

Dziękuję, że wiem jak oślepia miłość

I jak iskrzą się Twoje oczy

Dziękuję, że słońce nie przestaje świecić

mimo, że zakładam okulary

Dziękuję, że świeci nad wszystkimi.

Światło? Do pełna proszę!